Mogłoby się wydawać, że nie ma gorszego miejsca na reklamę niż koszulka piłkarza biegającego tak daleko od ludzi, że ci tylko ze zdjęć w gazetach wiedzą, czyje logo znajduje się na koszulce. Kto miałby płacić za umieszczenie swojego logo w tak nieatrakcyjnym miejscu?

Mogłoby się wydawać, że nie ma gorszego miejsca na reklamę niż koszulka piłkarza biegającego tak daleko od ludzi, że ci tylko ze zdjęć w gazetach wiedzą, czyje logo znajduje się na koszulce. Kto miałby płacić za umieszczenie swojego logo w tak nieatrakcyjnym miejscu?

Otóż lista chętnych wcale nie jest krótka. Premier League zarabia na tym gruuube miliony i od lat deklasuje pozostałe rozgrywki na krajowym poziomie. Rekordzistów można też poszukać wśród klubów na przestrzeni ostatnich kilku lat. Pierwsza pozycja należy zdecydowanie do Barcy, która od Qatar Foundation inkasuje 25 milionów funtów. Drugie miejsce okupuje Bayern, który za nadruk Deutsche Telekom bez mrugnięcia okiem przyjmuje „odrobinkę” ponad 23 miliony funtów. Na poziomie 20 milionów wyceniono kontrakty Manchesteru United z Aon (układ z Chevroletem raczej skromniejszy nie jest), Liverpool FC ze Standard Chartered, Manchesteru City z Etihad Airways i Sunderland AFC z Invest in Africa.

Tak naprawdę dziwne jest jednak to, że za takie pieniądze logo i tak trafia tylko na niektóre koszulki piłkarskie, głównie te meczowe. Dlatego też, odwiedzając sklep z koszulkami piłkarskimi wiele, kupić można wiele różnych modeli, z których tylko wybrane mają duże logo sponsora, a większość jest sygnowana mniejszym logo klubu, niekoniecznie już z tak widocznym znakiem firmowym firmy, która milionami funtów opłaciła prawo do umieszczenia swojego znaku na koszulkach całej ekipy.
Oczywiście dla prawdziwego fana wartość koszulki nie jest aż tak bardzo zależna od tego, jakie logo jest na niej umieszczone, tylko raczej od tego, w jakiej koszulce ulubiona drużyna zagrała swoje najlepsze spotkania. Na szczęście opłaty licencyjne ujęte w cenie koszulek piłkarskich nie muszą być przerażająco wysokie – niewiele trzeba, aby sobie taką koszulkę kupić, oryginalną, dokładnie taką samą, w jakiej idole rozegrali najwspanialszy mecz.

Swoją drogą, ciekawe ile zebrałoby się pieniędzy, gdyby to od kibiców i sympatyków drużyn zależało, kto będzie miał prawo umieścić swoje logo. Tak swoista batalia rozgrywa się między olbrzymimi firmami, które przelewają miliony ze swoich kont tylko po to, żeby klub mógł kupić lepszego piłkarza. A z drugiej strony – w końcu najlepsi strzelcy zapewniają takiemu sponsorowi klubu dużo więcej ciekawych miejscówek reklamowych w prasie i telewizji, niż można by było wykupić za te same pieniądze. A jeśli doliczyć do tego ilość odzieży, jaka opuszcza każdy sklep z koszulkami piłkarskimi, wydaje się, że może nie jest to taki kiepski interes, jak można było.