Wszystko wskazuje na to, że nie stanie się to szybciej, niż za piętnaście lat. Tempo, jak na obecne standardy budowlane niespotykane i zdumiewająco ślamazarne nawet w Polsce. Według planów PKP, teren wokół starego budynku Dworca Warszawa Gdańska miał stać się wkrótce ważnym i pięknym miejscem dla podróżnych i mieszkańców stolicy. Urbaniści widzieli tam w perspektywie najbliższych 3 -4 lat nowoczesny budynek dworcowy, otoczony apartamentowcami, biurowcami i sklepami. Piękny, skończony i kompleksowy projekt, w bardzo atrakcyjnej lokalizacji, na granicy Śródmieścia i Żoliborza miał tętnić życiem, niezależnie od pory dnia.
To duży projekt, bo wartość inwestycji, która ma powstać na ponad czterohektarowej działce należącej do PKP, według projektantów może wynieść od 1 mld do 1,5 mld złotych.
Rozmowy PKP z sześcioma firmami deweloperskimi oferującymi swoje autorskie projekty na zabudowę dworca nie trwały długo. PKP szybko i bez podawania przyczyn odrzuciło oferty takich firm jak Echo Investment, Penta, HB Reavis, Immobel i Marvipol i wybrały do realizacji projektu firmę Ghelamco.
Dlaczego Ghelamco, duży i doświadczony deweloper będzie musiał budować Dworzec Gdański etapami aż przez kilkanaście lat? Problem leży w nieuporządkowanym stanie prawnym nieruchomości. W samym jej centrum ma swoją niewielką (68 m kw.) ale położoną w newralgicznym punkcie działkę Penta. Od 1996 roku warszawski deweloper Marvipol dzierżawi część terenu (0,7 ha) pod automatyczną myjnię samochodową i zgodnie z prawem będzie go użytkował jeszcze przez najbliższe 12 lat. Być może PKP zbagatelizowały ten ważny szczegół, bo nie zaproponowały Marvipolowi ugody i rozwiązania umowy. Być może liczyły na rezygnację Marvipolu z dzierżawy? (może to są pytania do PKP?) Marvipol nie zamierza jednak rezygnować i żąda wyjaśnienia wszelkich niejasności związanych z postępowaniem w sprawie zabudowy terenów przy Dworcu Gdańskim. Zdaniem spółki, teren przez nią dzierżawiony jest w całej inwestycji kluczowy, bo położony od frontu. Czasowe wykluczenie go, nie pozwala na maksymalne wykorzystanie potencjału terenu i naraża Skarb Państwa na wielomilionowe straty wynikające choćby z przedłużenia aż o 12 lat zakończenia całości projektu.
Czy Skarb Państwa rzeczywiście straci, to powinna wyjaśnić kontrola NIK zapowiedziana na II połowę roku. Stracą na pewno Warszawiacy i goście odwiedzający stolicę i narzekający na rozkopane ulice, remontowane mosty i wszechobecne korki.