Od maja największym udziałowcem niemieckiego banku Deutsche Bank jest chińska spółka HNA Group. Na ostatnim zakupie akcji Chińczycy wzbogacili się o kolejne 4,8%, w efekcie HNA posiada łącznie 9,92%. Od tej pory pakiet akcji niemieckiego banku zależący do chińskiej spółki wart jest około 3,7 mld dolarów . Sytuację analizuje Krzysztof Sadecki, polski finansista i analityk biznesowy.

Zmiana w akcjonariacie Deutsche Banku związana jest z wdrażanym właśnie programem dokapitalizowania. Ubiegłej jesieni bank przechodził jeden z najtrudniejszych momentów w swojej karierze – po zapłaceniu wysokich odszkodowań za niezgodne z prawem praktyki inwestycyjne musiał znaleźć dodatkowe pieniądze. Jego biznesowa wydajność została poważnie zachwiana po spłacie w karach i ugodach około 7,2 mld dolarów za tworzenie tzw. papierów subprime, które napędzały wybuch kryzysu w 2008 roku. Amerykańskie władze zarzuciły bankowi, że w latach 2005-2007, czyli przed wybuchem kryzysu finansowego, sprzedawał w USA papiery wartościowe zabezpieczone kredytami hipotecznymi, które uznane zostały za „toksyczne”. W ramach zawartej ugody bank zgodził się zapłacić grzywnę wysokości 3,1 mld dolarów, a także zabezpieczyć 4,1 mld dolarów na odszkodowania dla klientów, których naraził na straty, oferując im toksyczne aktywa . Zarząd zdecydował się na emisję nowych akcji, co miało przynieść 8 mld euro nowego kapitału . W efekcie HNA Group zakupiła 4,8% akcji Deutsche Banku i łącznie posiada ich już prawie 10%.

– HNA Group to spółka dobrze znana na globalnym rynku kapitałowym, od pewnego czasu prowadzi agresywną politykę zakupów akcji, a do 2030 roku chce zostać jedną z 30 największych globalnych firm – wyjaśnia sytuację Krzysztof Sadecki. – Możliwe, że taka strategia działania stała się dla Unii Europejskiej wyjątkową okazją, bo być może nabywcy akcji jednego z najbardziej znanych banków na świecie uratowali sytuację w Europie. Gospodarka jest systemem naczyń połączonych, w którym niezbędna jest cyrkulacja środków, inaczej system runie. Ekonomia wszystkich europejskich krajów ma związek z pracą Deutsche Banku. Zmiana akcjonariatu jednej z najważniejszych w Unii Europejskiej instytucji każe sądzić, że jej sytuacja musiała być krytyczna. Gdyby nie udało się jej opanować, prawdopodobnie stanęlibyśmy przed widmem kryzysu grożącego rozpadem UE.

Oficjalne doniesienia dotyczyły mocno „upiększonej” rzeczywistości. Informacja, co stało się naprawdę i jak groźnie wyglądały przewidywane konsekwencje być może nigdy nie trafi do oficjalnego obiegu. W jej miejsce serwisy informacyjne wstawią analizy przemian politycznych i ich kosztów.

– Europa podlega w tej chwili głębokim przemianom i jak w przypadku każdej dużej struktury, są to przemiany długofalowe. Zarówno Brexit, jak i niedawne wybory prezydenckie we Francji, które wygrał Emmanuel Macron doprowadzą wkrótce do zmian na arenie gospodarczej. Wygraną Macrona większość mediów opatrzyła komentarzem pozwalającym wnioskować, że jako Unia Europejska byliśmy o włos od katastrofy i tak naprawdę nie wiemy, czy sprawa Deutsche Banku nie groziła znacznie większą, a jest to wysoce prawdopodobne. Natomiast niepewność wywołana przez Brexit oznacza dla banków kolejne wyzwania – uważa Krzysztof Sadecki.

Władze Deutsche Banku uspokajają, iż jest on o wiele bezpieczniejszy i silniejszy niż przed kryzysem. Czy uda mu się w pełni wyjść z kłopotów finansowych i odbudować zaufanie klientów na całym świecie – dowiemy się wkrótce.