Nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że nieustannie prowadzimy ze sobą wewnętrzny dialog. Kiedy jeden z głosów reprezentuje rzeczywistość, drugi próbuje w jakiś sposób się do niej odnieść. Kiedy nie obserwujemy swojego wnętrza, taki dialog z poziomu głębi kontroluje nasze poczynania i stanowi o jakości życia. Łatwo zrozumieć, że jeśli treści w nim poruszane będą związane z akceptacją i pozytywnymi oraz motywującymi wartościami, nasze działanie stanie się skuteczniejsze a zachowanie będzie się cechować pewnością siebie. Jeśli jednak wewnętrzna rozmowa będzie pełna krytyki, zaczniemy tracić siły i opisując swoje samopoczucie użyjemy zwrotu „mam problemy ze sobą”.

Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że – mocno upraszczając – nieustannie sami do siebie mówimy. Dlatego pierwszym krokiem jest zawsze uważna, ale spokojna obserwacja. Jeśli jesteśmy do niej zdolni, będziemy też zdolni radzić sobie z negatywnymi formami wewnętrznego dialogu. Nie może być inaczej, w końcu uznaje się, że najwyższą formą inteligencji jest zdolność do pozbawionej osądu obserwacji siebie. A tej właśnie wskaźnikiem jest wewnętrzny dialog. Mówiąc wprost – rozmawianie ze sobą jest nie tylko najzupełniej normalne, ale i pożądane.

– Umiejętność radzenia sobie z głosem wewnętrznym przekłada się na zdolność stawiania czoła krytyce dobiegającej z zewnątrz. Świadomość dialogu wewnętrznego pozwala zrozumieć co definiuje nasze życie a umiejętność wykorzystania tego pozwala uniknąć sytuacji, w której nasze życie zależy od czyjejś opinii. Wewnętrzny dialog może tak naprawdę przebiegać za grubą zasłoną utkaną z myśli i emocji. Pewnym kłopotem może być brak dystansu do siebie, co przekłada się na niemożność stwierdzenia, że nie jesteśmy swoimi myślami i emocjami, dzięki czemu w dalszej kolejności trudno ocenić jakie czynniki tak naprawdę kształtują nasze samopoczucie. Tymczasem świadomość swoich procesów wewnętrznych to pierwszy krok w każdej formie pracy nad sobą – twierdzi Krzysztof Sadecki, trener mentalny.

Tak naprawdę mamy mnóstwo możliwości, każda wymaga jednak zdecydowanego działania. Prostym przykładem ingerencji w działania naszego wnętrza jest sytuacja, gdy w naszej głowie rozbrzmiewa usłyszana przypadkiem piosenka. Melodia odtwarzana jest w kółko i w pewnym momencie orientujemy się, że nieco nam dokucza – machinalnie poruszamy się w jej rytmie, wyimaginowane dźwięki dekoncentrują nas a przesyt muzyką wywołuje nieprzyjemne odczucia. Jak sobie z tym poradzić, gdy na przykład nie ma możliwości włączenia sobie czegoś jako antidotum? Bardzo prosto – wystarczy wyobrazić sobie koniec dręczącego nas utworu; zamilknie niemal natychmiast. Zdecydowanie towarzyszące ruchowi umysłu, który ma na celu uwolnienie od dręczącego motywu pokazuje, że kiedy już zdecydujemy się na działanie, to zawsze wiemy, czego chcemy. Jeśli to zrozumiałe, stać nas na ingerencję w wewnętrzny dialog.

Wewnętrzny dialog
Nie mówimy o kontroli reakcji, ale o ich korekcie. System nerwowy pozostaje w stałej dynamice, nie da się go zatrzymać na godzinkę, by przy nim podłubać, niczym – nie przymierzając – samochodu. Ale zdolność i odwaga do wtrącenia się w wewnętrzny dialog w odniesieniu do użytej analogii samochodu pozwala nam wyjechać z własnego garażu kilkuletnim volkswagenem a do biura dojechać mercedesem. Może się oczywiście zdarzyć, że zamiast kontrolować wewnętrzny dyskurs w myśli zaczniemy używać szeptu albo nawet półgłosu – w końcu, jak mawiał Terry Pratchett „tylko prawdziwy intelektualista umie myśleć nie poruszając ustami”. Ale gdy ktoś pyta co robimy a akurat faktycznie rozmawiamy sami ze sobą wystarczy odpowiedzieć „rozmawiam z inteligentnym człowiekiem”. To właśnie najważniejsza cecha głosu wnętrza – jest inteligentny i doskonale zrozumie wszystko co mu powiemy, bez względu na to czy właśnie dodaje nam otuchy czy krytykuje. W tym kontekście dobrze jest rozróżniać co robi i określić jego intencje. Można zapytać wprost „po co mi to mówisz?” albo „co chcesz przez to osiągnąć?”. Uzyskane odpowiedzi, wyrażone przy pomocy impulsów, odczuć, intuicji czy wręcz całych zwrotów myślowo-obrazowych pokazują zwykle, że wewnętrzny recenzent naszej sytuacji ma jak najbardziej pozytywne intencje. Może działać z chęci zapewnienia bezpieczeństwa, pomocy w uniknięciu porażki albo dla specyficznie rozumianej motywacji. Ale gdy rozumie się jego cel, wystarczy za to podziękować – odpuści natychmiast, tak jak w przypadku melodii, która raz usłyszana, stale tłucze się po głowie. Ponieważ wewnętrzny dialog pobrzmiewa w nas nieustannie, w każdej chwili mamy możliwość by sprawdzić, „czy to działa”. Wystarczy przerwać na chwilę niniejszą lekturę i wrócić do niej po sprawdzeniu, że nawet drobna zmiana dialogu ma wpływ na samopoczucie.

– Kolejne możliwości kształtowania wewnętrznego dialogu to modulacja czasu zdań, bardzo przydatna przy słowach krytyki. Wystarczy powtórzyć to, czym głos wewnętrzny nas krytykuje albo straszy, zwiększając odstępy pomiędzy słowami do, na przykład trzech sekund. Powtórzenie za głosem wewnętrznym zdania „nigdy Ci się nie uda” w którym poszczególne słowa dzieli cisza jest skuteczniejsze od emocjonalnego szarpnięcia typu „co Ty wygadujesz” a przecież wywołuje podobną autorefleksję – kontynuuje Sadecki.

W dalszej kolejności przydają się zmiany głośności i intonacji poszczególnych partii dialogu, użycie motywującej muzyki (dowolnej, która poprawia nastrój), akcentowanie końcówek zdań „do góry” tak ,by brzmiały jak pytania (przydatne przy zarzutach) i wreszcie powtarzanie niektórych fragmentów wypowiedzi na głos. Jeśli ostatnia technika nie jest możliwa do przeprowadzenia z powodu obecności postronnych osób można ją zmodyfikować zapisując zdania, nad którymi pracujemy na kartce albo w notatniku w telefonie. Praca z wewnętrznym dialogiem – jeśli wejdzie w nawyk – pomaga budować pewność siebie, dzięki prostemu doświadczeniu łatwości w zmianach swoich emocji.

Skąd się biorą wewnętrzne głosy
Warto zastanowić się skąd nasze wnętrze zdobywa schematy oceniania naszych poczynań. Odpowiedzią jest nasze środowisko zewnętrzne i wszelkie rozmowy, których byliśmy świadkami poczynając od wieku dziecięcego. Jeśli regularnie słyszeliśmy słowa krytyki i przygany, takie jak „do niczego się nie nadajesz, jesteś ofermą, nic Ci się nigdy nie udaje”, mało prawdopodobne byśmy w późniejszych latach nie powtarzali sobie tego we własnej głowie, a wewnętrzny dialog nie był po prostu wewnętrznym krytykiem. Należy zastanowić się albo zapytać wnętrza czyj właściwie głos reprezentuje określone zdanie. Może się zdarzyć, że na przykład wszędobylskich mediów. Nie to jednak jest najistotniejsze – liczy się zdecydowanie w przekształcaniu krytyka w sprzymierzeńca. Zmiana tonu jego głosu (na przykład na głos Kaczora Donalda) sprawia, że będzie budzić mniejsze emocje. Przydają się też pytania, takie jak „dlaczego tak uważasz” (kiedy stwierdza, że coś na pewno się nie uda). Zawsze też sprawdza się prośba o pomoc – „skoro już tu jesteś i mówisz że jest tak, a nie inaczej, to może masz pomysł co mogę z tym zrobić”.

– Działania takie procentują w przypadkach przenoszenia nawyków z pracy do miejsca, skąd wewnętrzny głos czerpie wzory do oceniania, czyli w środowisku zewnętrznym. Jeśli umiemy radzić sobie z wewnętrznym krytykiem, to krytyka, która dociera z zewnątrz może być wyłącznie inspiracją, motywacją albo przestrogą, którą zawsze możemy wykorzystać w pracy nad swoim rozwojem. Różnica między zewnętrzem i wnętrzem polega głównie na tym, że w kontakcie z drugim człowiekiem najprzydatniejsza jest akceptacja. Mówiąc wprost, najczęściej lepiej po prostu ustąpić na zasadzie „skoro tak mówisz, na pewno tak jest” – mówi trener mentalny.

Nic nie tracimy, skoro rzeczywistość zmienia się w ułamku sekund, umysł przewiduje swoje przyszłe stany, a trening w stymulacji wewnętrznego dialogu sprawi, że nasze wnętrze uczyni wszystko, by w następnej chwili sytuacja zmieniła się na naszą korzyść. A jeśli krytyka jest niezasłużona, to krytyk na pewno popełni w końcu błąd, na którym można się oprzeć i nie pozostawić mu już możliwości ruchu.
Nawyki wyniesione z pracy z wewnętrznym dialogiem i ich przydatność w stawianiu czoła ocenom z zewnątrz najlepiej wyraża stara anegdota o jednym z japońskich mistrzów miecza. Zapytany o tajemnicę swoich zwycięstw odpowiedział „Nie umiem pokonywać ludzi, ale wiem, jak pokonać samego siebie”. Jak widać, do uczestnictwa w dialogu bez względu na to czy wewnętrznym, czy zewnętrznym wystarczą te same zdolności i odrobina zdecydowania, a każda krytyka nie dość, że nie uczyni nam krzywdy to jeszcze przyniesie korzyść.