Jak to działa?

                       

Schemat działania jest taki sam jak zwykle – na profilu znajomego widzimy treść, która podszywa się pod gorącego newsa z portalu informacyjnego. Wykorzystując olbrzymią w ostatnich tygodniach popularność informacji dotyczącej zaginięcia samolotu, jesteśmy informowani o tym, że Boeing został odnaleziony.

 

Co więcej, miniatura newsa zdaje się sugerować, że pasażerowie przeżyli!  Dodatkowo naszą ciekawość ma wzmocnić to, iż samolot został odnaleziony niedaleko… Trójkąta Bermudzkiego.

 

W momencie gdy klikniemy w link, strona poprosi nas o podanie kodu bezpieczeństwa (imitującego zabezpieczania na forach, które mają przeciwdziałać spamowi). Gdy ów kod wpiszemy – news doda się na naszej tablicy i pokaże znajomym.

 

W samej treści linku możemy dopatrzyć się odniesień, do aż trzech (!) polskich serwisów: TVN 24, Demotywatorów i Naszej Klasy. Desing portalu na jaki jesteśmy kierowani ma przypominać rzetelną i wiarygodną stronę informacyjną. Oczywiście ma to uśpić naszą czujność i wzbudzić zaufanie.

 

Czym jest likejacking?

 

To sposób wymuszania klików i znaczników „Lubię To” na Facebooku. Polega na rozsyłaniu emocjonalnych, kontrowersyjnych treści i masowego udostępniania ich na tablicach użytkowników za pomocą złośliwego kodu.

 

Dzięki temu właściciele stron zyskują dodatkowe „lajki” oraz ruch na stronie.

 

Na co trzeba uważać?

 

– Co dwa, trzy tygodnie spotykamy się z kolejną odsłoną wymuszeń kliknięć „Lubię to” – mówi Arkadiusz Zakrzewski, specjalista pomocy technicznej AVG – Zagrożenie to niestety nie słabnie, a użytkownicy Facebooka stale dają się na nie nabierać. Do wymuszeń like’ów wykorzystywane są coraz bardziej kontrowersyjne i głośne medialnie treści. Na Facebooku bardzo wiele osób klika w co popadnie, nie weryfikując treści – rozsiewają tym samym falę SPAM-u, który notorycznie uprzykrza życie znajomym. A same „lajki” stają bardzo cennym łupem. Pamiętajmy, że najlepszą metodą obrony przed likejackingiem jest ostrożność i zdrowy rozsądek.