Katowice mają ogromny problem. Zakorkowane ulice, brakujące miejsca parkingowe. Dróg rozbudowywać w nieskończoność się nie da, a miasto nie gąbka. Rozjeżdżone trawniki w Strefie Kultury, gigantyczne korki w godzinach szczytu na drodze do i z Sosnowca. Problem jest ogromny, a Katowice nie robią wiele, żeby go rozwiązać. Inicjatywą wykazuje się za to prezydent Sosnowca.

Linia tramwajowa

Szansą na rozładowanie ruchu jest budowa linii tramwajowej z Katowic do Sosnowca. Szacuje się, że budowa torowiska biegnącego równolegle do al. Roździeńskiego mogłaby kosztować ok. 60 mln zł, a czas przejazdu z centrum jednego miasta do drugiego wynosiłby ok 22 minut.

Władze Sosnowca są na tak, niestety z Katowic aż tak optymistyczne sygnały nie dochodzą. Na razie Tramwaje Śląskie przygotowują studium wykonalności inwestycji. Pozostaje mieć nadzieję, że po jego opracowaniu władze obu miast podejmą słuszną decyzję. To rozwiązanie kosztowne, ale też niezbędne.

Najlepszym rozwiązaniem problemu byłaby kolej metropolitalna, czyli nasze naziemne metro. Dzięki budowie dodatkowego toru na odcinku od Będzina przez Sosnowiec i Katowice do Tychów mogłoby kursować więcej pociągów. Obecnie jest to niemożliwe. Pierwszeństwo mają składy dalekobieżne i międzynarodowe, a na lokalne po prostu brakuje już miejsca na torach. Niestety rząd przesunął finansowanie tej inwestycji ad Kalendas Graecas, czyli po 2023 roku.

W sprawie jako jedyny zabrał głos Arkadiusz Chęciński, głośno upominając się o przyspieszenie budowy, niestety podobnego głosu z Katowic zabrakło. Niedawno premier Morawiecki po raz kolejny potwierdził przesunięcie realizacji tej inwestycji wpisując ją (z terminem po 2023) do rządowego programu dla Śląska.

Skoro na kluczowe dla Katowic rozwiązanie transportowe przyjdzie nam czekać jeszcze co najmniej 6 lat (a zapewne więcej, bo do czasu zakończenia inwestycji), z pomocą przychodzi prezydent Sosnowca. Pomysł wyznaczenia buspasów na DK86, czyli alei Roździeńskiego może jest kontrowersyjny, ale w tej chwili to rozwiązanie najtańsze, błyskawiczne i z pewnością warte rozważenia.

Buspas to nic innego jak wyodrębniony pas ruchu przeznaczony wyłącznie dla komunikacji zbiorowej. Mogą się po nim poruszać jedynie autobusy lub inne upoważnione pojazdy, np. taksówki. Na Śląsku ta „nowinka” dociera ze sporym opóźnieniem, stąd może budzić kontrowersje, jednak w wielu miejscach na świecie sprawdza się od dawna.

Prawdopodobnie pierwszy buspas wytyczono już w 1939 roku w Chicago, natomiast na szerszą skalę zaczęto je tworzyć w latach 60 i 70. W Europie pierwszy był Hamburg (1962), niedługo potem Paryż (1964) czy Londyn (1968). W Polsce to rozwiązanie stosowane w wielu miastach, bardzo popularne we Warszawie czy Krakowie (pierwszy buspas wytyczono tam w alejach w 2004 roku). Choć specjalne pasy dla autobusów zmniejszają przepustowość liczbę pojazdów przejeżdżających daną drogą, to jednak znacząco zwiększają przepustowość mierzoną jako liczbę przewiezionych osób. Ten drugi wskaźnik wydaje się o niebo ważniejszy!

Mam wielką nadzieję, że pomysł zaproponowany przez Chęcińskiego uda się zrealizować! Liczę, że starczy woli urzędniczej, politycznej, a przepisy pozwolą na jego zrealizowanie. Jeśli tak, to następnym koniecznym krokiem będzie zwiększenie liczby kursujących na tej trasie autobusów. Nie będzie lepszej zachęty dla zrezygnowania z prywatnego samochodu niż widok mijającego nas w gigantycznym korku, mknącego swoim pasem autobusu. Oszczędność czasu i pieniędzy to najlepsza kombinacja!

Łukasz Borkowski