Warning: Use of undefined constant price - assumed 'price' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /wp-content/plugins/pisztu/premiumpost.php on line 378

Warning: Use of undefined constant duration - assumed 'duration' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /wp-content/plugins/pisztu/premiumpost.php on line 379

Pewnie niejeden z Was wybrałby się w pełnomorski rejs, ale jak się do tego zabrać? Wydaje się, że jest drogo jak cholera; no i jak się tam zachować?

 

Pierwszy i najważniejszy chyba problem, to rezerwacja biletów. Za ile, gdzie, jak, aby było tanio? W dzisiejszych czasach, nie ma to jak kupno rejsów – jak i wczasów – przez internet. Oczywiście są punkty biur podróży, w których miłe panie nam wiele wytłumaczą. Ale jednak nie wszystko – na to po prostu nie ma czasu – i nie wszystko też wiedzą (czego oczywiście nie mogą ujawnić). Aby zbadać dokładnie cel i środek podróży, zdecydowanie najlepszy jest internet. No i czas zastanawiania się jest praktycznie nieograniczony – tzn. do momentu wyczerpania oferty.
Jak znaleźć stronę z rezerwacjami, zwłaszcza jeżeli nie znamy się na liniach okrętowych? Prosto – wpisać w wyszukiwarkę np.”bilety promowe”. Poniżej o tym, dlaczego akurat promowe.

 

Jeżeli nie stać nas na wielodniową podróż morską – a wielu nie stać – polecamy zdecydować się na tzw. mini-cruise. To opcja często fantastycznie tania, a dostarczająca równie ekscytujących wrażeń. Ci z nas, którzy mieszkają w Wielkiej Brytanii, wybiorą się w rejs już za kilkadziesiąt funtów od pary, a nawet poniżej setki za rodzinę dwa plus dwa.
To jednoczesnie dobry pomysł na zorganizowanie czasu komuś z Polski, kto odwiedza nas i przebywa z nami np. kilka tygodni. W starym kraju może nie mieć takich możliwości albo podobna rozrywka będzie kosztowała go pół wypłaty, czy też całą emeryturę. Ceny wydają się trochę wyższe. Np. koszt wycieczki z Gdynii do Karlskrony to 200 zł od osoby, czyli 600 zł za rodzinę z dwójką dzieci do 14 lat.

 

Dlaczego promy
W Wielkiej Brytanii prawie każda linia promowa proponuje również mini-cruisy. Tak, promowa. Armator „Queen Elizabeth II” raczej takich wycieczek nie oferuje. Za to nowoczesne, pełnomorskie promy, dostarczają wielu podobnych atrakcji, jak duże wycieczkowce.
My wybraliśmy się w podróż z Newcastle do Amsterdamu. Niżej podpisany znalazł taką propozycję duńskiego DFDS Seaways, przeglądając kiedyś prasę popularną. Kupon zniżkowy uprawniał do podróży statkiem, z zakwaterowaniem w kabinie i do zwiedzania Amsterdamu. Wieczór i noc na statku, dzień w stolicy Holandii i znów noc i poranek na statku. Wszystko to kosztowało wtedy 39 funtów dla dwóch osób(!). Z powodu inflacji, jak i kursu brytyjskiej waluty, dziś już ceny są trochę wyższe. Jednak wciąż za kilkadziesiąt funtów na parę możemy wybrać się w taki rejs. Zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym.

 

W porcie wypada być do dwóch godzin przed odpłynięciem promu. Odprawa jest prostsza, niż w przypadku lotów, ale strzeżonego…
Samochód zostawiamy na parkingu linii promowych, za niewielką opłatą. Bagażu nikt nam nie ogranicza. Podczas odprawy dostajemy karty magnetyczne, służące jako klucz do drzwi naszej kabiny.
Już samo wejście na statek, to dla debiutantów, przeżycie.  Jesteśmy witani przez członków załogi (często, niektórzy z nich, to Polacy), po czym pojawiamy się w eleganckich wnętrzach. Człowiek czuje się doceniony.
Standard kabin zależy od wykupionej opcji. Najtańsza jest kabina wewnętrzna, ale i ona oferuje wygody. Poza tym, jak ktoś i tak ma zamiar w kabinie tylko spać, a większość czasu spędzać na zabawie, okna nie potrzebuje. Ci, którzy są w stanie wydać parę funtów więcej, mogą wykupić kabinę z widokiem na morze.

 

Zabawa i bogaty stół
Jeszcze przed wyruszeniem z portu, w jednym z klubów na statku, zaczyna się program artystyczny. Do tańca gra niezły zespół, w przerwach na drinka występują inni artyści. W barze obok pianista gra przeboje na życzenie. Jest też kilka restauracji, dyskoteka, sale kinowe, sklepy, na niektórych statkach – kasyno. Coś dzieje się praktycznie do rana. W dzień może łatwiej się ponudzić, ale kiedy trzeba przecież wypoczywać. Czemu by zresztą nie skorzystać z leżaka na pokładzie?
Nie nudzą się również dzieci. Dla nich przygotowano urządzenia do zabawy, program rozrywkowy (w innych miejscach, niż dla dorosłych, no i w dzień). W liniach DFDS np. przy wejściu na statek wita je papuga-pirat.
Jak się odżywiamy? Chcący oszczędzić, posiłek zabierają ze sobą z domu. Warto zdecydować się jednak na choćby jedno śniadanie, jako że kuchnia okrętowa jest znakomita, a jemy dowoli, w formie szwedzkiego stołu. Z pieczywa wybierałem tylko trochę francuskiego, aby zostawić miejsce na wspaniałe sery, wędliny, śledzie, owoce itd.
Drinki w barach są pewnie droższe, niż w Waszej knajpie osiedlowej, ale ceny już nie szokują. Ot, piwo kosztuje, tyle, co na Rynku w Krakowie lub w brytyjskim pubie.

 

Jak wyżej nadmnieniłem, ta opcja rozrywkowej podróży jest osiągalna również w Polsce, ale polecam szczególnie rejsy z UK. Z Wielkiej Brytanii wybierzecie się drogą wodną do  kilku europejskich krajów.
Z portu w Harwich odbijają statki (również DFDS Seaways) do duńskiego Esbjerg oraz do Hook of Holland (Stena Line). Z Hull – do belgijskiego Zeebrugge i holenderskiego Europortu (P&O Ferries). Z Portsmouth na Jersey, Guernsey (Condor Ferries) i do hiszpańskiego Bilbao (Brittany Ferries). Z Plymouth pływają też do Hiszpanii, a konkretnie do Santanderu (Britttany Ferries). Nie wspominając o wielu opcjach podróży do jednego z francuskich lub irlandzkich portów.