Jakość i stan polskich dróg to jeden z tych tematów, w przypadku których zdecydowana większość Polaków wykazuje rzadko spotykaną zgodność opinii. Niestety jednak niewiele mówi się uszkodzonych i zdewastowanych chodnikach, na których nie trudno o poważny upadek. Boleśnie przekonała się o tym 33-o latka z Poznania, która skutki z pozoru niegroźnego potknięcia będzie odczuwać do końca życia.

Pogodny, czerwcowy dzień 2011 roku, ulica Zagrodnicza w Poznaniu. Pani Katarzyna, 33-o letnia mieszkanka okolicznych bloków śpieszy się na autobus do pracy. Od lat pokonuje tą samą trasę w drodze na przystanek i można by powiedzieć, że „zna ją na pamięć”. Jednak tego dnia zdarzyło się czego przewidzieć nie mogła. Po nastąpieniu na jedną z szerokich płyt chodnikowych, ta gwałtownie poruszyła się w wyniku czego kobieta straciła równowagę i boleśnie upadła. – Z początku poczułam jedynie zażenowanie z powodu upadku na oczach przechodniów. Chciałam natychmiast wstać i dopiero kiedy próbowałam sięgnąć po torebkę, dotarła do mnie fala przeszywającego bólu – wspomina dziś.

Ubezpieczyciel: „Nie zachowała Pani należytej ostrożności!”

Pani Katarzyna została przetransportowana do miejskiego szpitala, gdzie stwierdzono złamanie lewego barku oraz rozległe otarcie prawego podudzia. Po tygodniowej hospitalizacji została zwolniona do domu, jednak jej stan skutecznie uniemożliwiał jej normalne funkcjonowanie. Największym problemem okazał się brak możliwości opieki nad ojcem, który z powodu podeszłego wieku wymagał stałej pomocy osób trzecich. Nie dość, że kobieta sama była zmuszona podjąć kosztowną rehabilitację, to jeszcze konieczne okazało się zatrudnienie osoby do opieki nad ojcem.

W obliczu rosnących wydatków Pani Katarzyna zdecydowała się wystąpić o odszkodowanie do odpowiedzialnego za likwidację szkody Towarzystwa Ubezpieczeniowego. Po kilku tygodniach otrzymała szokującą odpowiedź. Firma uznała, że zważywszy na generalnie słaby stan nawierzchni chodnikowej w tamtym miejscu, Pani Katarzyna mogła zauważyć nierówną, ruchomą płytę i uniknąć upadku. W związku z tym uznano, iż w 50% procentach przyczyniła się do powstałej szkody i zaproponowano jedynie 6000 zł tytułem zadośćuczynienia. Wobec nieadekwatnej do poniesionej krzywdy kwoty oraz absurdalnej argumentacji Ubezpieczyciela, kobieta zdecydowała o dochodzeniu swoich praw na drodze sądowej.

Finał sprawy

W toku sprawy, powołani biegli z zakresu medycyny wskazali, że mimo podjętej rehabilitacji po złamaniu barku, jej sprawność ruchowa nie będzie już taka jak wcześniej. Noszenie nawet lekkiej torebki damskiej na lewym ramieniu powoduje u kobiety ból. Ponadto, rozległe otarcie prawego podudzia pozostawiło po sobie szeroką bliznę sięgającą niemal w okolice kolana. Aby ją maskować, Pani Katarzyna zmuszona jest do noszenia spodni i ciemnych rajstop. Taka sytuacja z pewnością byłaby przyczyną dużego dyskomfortu u każdej kobiety.

W trakcie postępowania Sąd ustalił, że 33-latka doznała w sumie 8% trwałego, a więc nie rokującego poprawy uszczerbku na zdrowiu. ­– Udało się również znieść 50% przyczynienie do powstania szkody, na które powoływali się pełnomocnicy Ubezpieczyciela. Sąd uznał, że nasza klientka obiektywnie nie była w stanie przewidzieć, że płyta chodnikowa okaże się ruchoma – komentuje sprawę mec. Joanna Smereczańska-Smulczyk z Kancelarii Radców Prawnych EuCO, która reprezentowała Panią Katarzynę przed Sądem. W sumie przyznano 20 000 zł odszkodowania, a więc po 2500 zł za każdy 1% uszczerbku na zdrowiu. Udało się również odzyskać 1120 zł z tytułów kosztów rehabilitacji oraz opieki osoby trzeciej nad ojcem kobiety. Ubezpieczyciel nie zgodził się z wyrokiem i w styczniu br. odbyła się rozprawa apelacyjna, jednak i tym razem Sędzia uznał zasadność roszczeń Pani Katarzyny
i podtrzymał wyrok Sądu pierwszej instancji.

Dane bohaterki tekstu zostały celowo zmienione.