Nie udało się uratować pacjenta, który zasłabł przy katowickim dworcu PKP. Podczas akcji ratowniczej zasłabł też jeden z gapiów, który w drodze do szpitala również zmarł. Eksperci apelują, by nie traktować akcji reanimacyjnych jak widowiska.

W czwartek 26 czerwca około godz. 11. na pl. Andrzeja w Katowicach przy dworcu PKP zasłabł mężczyzna. Pracownicy dworca rozpoczęli akcję reanimacyjną przy użyciu defibrylatora AED. Reanimację kontynuowali przybyli na miejsce ratownicy WPR. Niestety, bez powodzenia.

W czasie akcji reanimacyjnej zasłabł jeden z mężczyzn przyglądający się pracy ratowników. Wezwano do niego kolejną karetkę. Pomimo podjętych czynności reanimacyjnych pacjent zmarł w drodze do szpitala.

Dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach Artur Borowicz podkreśla, że to tragiczne wydarzenie powinno być nauczką, by z akcji ratowniczych nie robić niepotrzebnych sensacji. – Tłum gapiów to duży kłopot dla naszych ratowników. Takie niezdrowe zainteresowanie utrudnia udzielenie pomocy pacjentowi, ludzie często blokują przejścia, utrudniają dopływ świeżego powietrza. Ich wścibskość pozbawia osobę ratowaną intymności. Jak pokazały dzisiejsze tragiczne wydarzenia, emocje związane z akcją mogą być też niebezpieczne dla jej obserwatorów, zwłaszcza tych mających kłopoty z sercem czy ciśnieniem – mówi Artur Borowicz.

***
Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Katowicach jest największą strukturą pogotowia ratunkowego w kraju. Obsługuje blisko 3 mln mieszkańców centralnej części Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego. Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Katowicach zatrudnia blisko 1600 osób. Dysponuje 72 karetkami funkcjonującymi w systemie Państwowego Ratownictwa Medycznego i kilkunastoma spoza tego systemu. Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Katowicach i jego kierownictwo jest laureatem wielu branżowych i samorządowych nagród i wyróżnień. Dyrektorem instytucji jest Artur Borowicz.